Po niekursujących zima pociągach (“sory taki mamy klimat”) i “okazyjnych” zakupach bezużytecznych na naszych torach superszybkiego pendolino, okazało się iż w drogownictwie jest podobnie. Państwo i na tym polu sobie nie radzi. Skąd inąd wiadomo to od dawna jak się patrzy na budowy autostrad i stopień korupcji oraz nieudolności jaki przy tym występuje.
Co gorsza okazało się, iż nie tylko, że partyjne układy nie są w stanie rozwiązać takich podstawowych dla obywateli problemów komunikacyjnych, ale również lekką ręką szastają pieniędzmi obywateli, do których kieszeni z chęcią sięgają co raz głębiej. Oto bowiem premier zapowiedział, że – aby żyło się lepiej – zapłaci z pieniędzy podatników za niedziałające (z winy partyjnych urzędników) autostrady. Również z pieniędzy podatników Mazowsza, gdzie bramek na szczęście (na razie) nie ma, ale z efektywnością budowy przez układy partyjne autostrad na Mazowszu można się zapoznać podróżując w kosztownych tunelach-ekranach akustycznych, za które znów zapłacił podatnik. Bagatela… pół miliarda złotych! I winnych nie ma…. A pieniądze wciąż się wydaje lekką ręka. Nie swoje – a nasze. I tak, od afery do afery. Od Amber Gold do Amber One.
A.U.

Komentarze