Z Przemysławem Nowackim sekretarzem gminy Słubice (pow. płocki, woj. mazowieckie) rozmawia Łukasz Perzyna
– Jaki jest dziś główny problem Pana gminy, odległej o prawie sto kilometrów od Warszawy? Większość samorządowców skarży się na to, że zadań nie ubyło, a pieniędzy brakuje, choćby z powodu następstw przedłużającej się pandemii?
– Słubice to typowa gmina rolnicza. W związku z tym brak znaczących dochodów. Podatek gruntowy przynosi niewielką kwotę. Wiadomo, że przy ustalaniu planów działania zawsze przychodzi z czegoś rezygnować. Oczywiście, że inflacja doskwiera. Kosztorysuje sie inwestycje. Po jakimś czasie okazuje się, że trzeba do tego dopisać 25 procent. Kosztorys zakłada inwestycję za 6 mln zł, ogłasza się przetarg, a tu okazuje się, że najtańsza oferta, jaka wpływa, opiewa na 9,5 mln zł.
– Również gościna, udzielana uchodźcom z Ukrainy to nie tylko misja i satysfakcja z jej wypełnienia, ale i koszty?
– Z uchodźcami z Ukrainy wszędzie jest tak, że najskuteczniej pomagają im samorządy, gminy, ale też zwykli ludzie bardzo serdecznie się w ich wspieranie angażują. Na terenie gminy Słubice gościmy 150 uchodźców. W szkole podstawowej u nas uczy się 40 ukraińskich dzieci. Za tymi dziećmi, podobnie jak za wszystkimi polskimi, idzie subwencja oświatowa, więc z mówieniem o kosztach bym nie przesadzał. Jeśli chodzi o sprawy związane z pandemią, o które wcześniej Pan pytał, powiedziałbym: wychodzimy z tego, chociaż oczywiście wszyscy jej następstwa odczuliśmy.
– Słubice mają opinię gminy, która sobie radzi, słyszę o tym i od mieszkańców i od tych, co stamtąd pochodzą, a dziś pracują w Warszawie. Z czego czuje się Pan szczególnie dumny jako przedstawiciel samorządu?
– Udało się uzyskać środki na remont oczyszczalni ścieków i stację uzdatniania wody, to nowoczesny obiekt, na pewno możemy być z tego dumni. W trudnym czasie, bo przetarg był w ubiegłym roku. Pozwala to zmniejszyć problemy z niedoborem wody pitnej w gminie Słubice.
– Spytam raz jeszcze o gości z Ukrainy: zna Pan ich plany? Zostaną tu i wtopią się w Waszą lokalną słubicką społeczność, czy pobędą trochę i wyjadą?
– Ich przyjęli ludzie, ciepło, konkretnie, z sercem na dłoni. Wiem, że jest im tu dobrze. Gościny udzielali im ci, z którymi wcześniej utrzymywali już jakiś kontakt, wielu tu przedtem zarabiało, potem w rodzinie przekazywali sobie namiary na konkretne osoby. Wśród 150 uchodźców ukraińskich w gminie Słubice zdecydowaną większość stanowią kobiety z dziećmi, co chyba oczywiste. Wiele jest bardzo małych dzieci. Z moich rozmów, tak z gośćmi z Ukrainy, jak tymi, co ich przyjmują, wynika, że połowa pewnie zostanie, reszta wróci do ojczyzny, gdy sytuacja tam chociaż trochę się poprawi.
– Jak będą żyli ci, którzy zdecydują się u Was zostać?
– Teraz trwa sezon prac polowych. Nie ma żadnego problemu z zarobieniem na życie, znalezieniem zatrudnienia. Wprost przeciwnie, w poprzednich latach spotykaliśmy się bardziej ze zjawiskiem braku rąk do pracy. Trwa teraz zbiór truskawek. Potem przyjdzie czas na jabłka. Kto chce pracować, ten u nas pracę znajdzie. Nie tylko sezonową przecież. Logistyka i transport rozwijają się w okolicy. Bliskość Sochaczewa, Teresina i Błonia sprawia, że również nowi przybysze nie mają kłopotu ze znalezieniem pracy. Pracodawcy wysyłają po nich autokary, jeśli tylko potrzeba.


Komentarze