Dołącz do nas

Komunikat

Mazowsze – co nas może czekać

Mazowsze – co nas może czekać

Przemiany społeczne, gospodarcze i cywilizacyjne, jakie zachodzą na obszarach wiejskich Rzeczypospolitej – w mojej ocenie – są najpoważniejsze od czasu carskiej reformy uwłaszczeniowej z 1864 r. W jej wyniku, w ówczesnym Królestwie Polskim (127 tys. km2), prawo własności nadano 267 tysiącom rodzin chłopskich, co wywołało, m.in. masowe przejście od gospodarki naturalnej do pieniężnej. Powstała liczna warstwa włościańska, a szlachta przestała się liczyć, jako klasa społeczna. Później była przedwojenna reforma rolna, a jeszcze później – „komunistyczna”. W ich wyniku przestały istnieć w Polsce wielkie, prywatne gospodarstwa rolne. Tak było do przemian zapoczątkowanych wyborami parlamentarnymi 4 czerwca 1989 r. Od tego czasu na obszarach wiejskich obserwuje się koncentrację gruntów oraz masowe odchodzenie indywidualnych rolników od produkcji rolnej. Obecnie gospodarstwa stu i więcej hektarowe są normą, a nie wyjątkiem. Należy sądzić, że za kilka-kilkanaście lat, ludność utrzymująca się z pracy na roli, osiągnie (u nas) poziom ok. 5%, co jest charakterystyczne dla wielu państw Unii Europejskiej (dane dla 1995 r.: w rolnictwie brytyjskim wskaźnik ten wynosi -1, w belgijskim -2, austriackim – 3, w duńskim i francuskim po 4, czeskim – 5, we włoskim – 5,5, a w irlandzkim – 8 procent; a w – 27,5%). Skutkiem przemian będzie (już jest) zwiększona migracja ludzi ze wsi do miast i to tych największych i najbardziej atrakcyjnych. W Warszawie, jednym z najbardziej prestiżowych osiedli jest „Miasteczko Wilanów”. Jego mieszkańców najczęściej nazywa się „słoikami”, albowiem w niedzielne popołudnia, gdy mieszkańcy powracają z weekendowych wyjazdów, dźwięk słoików z zapasami od rodziców, jest wszechobecny, podobnie, jak na dziesiątkach innych nowych osiedli otaczających stolicę. W Warszawie, na 100 statystycznych mężczyzn, przypada 116 kobiet; oznacza to, że kobiety częściej opuszczają rodzinne strony, a to jeszcze bardziej pogarsza demografię polskiej prowincji i przyśpiesza opuszczanie rodzinnych stron.

Mazowsze charakteryzuje się słabymi glebami. W skali stu punktowej, gleby w Polsce oceniane są na 66,6 pkt, natomiast na Mazowszu ocena ta wynosi 59 pkt. Dawniej żartowano, że Mazowsze to: „piaski, laski i karaski”. Mimo to, rolnictwo na Mazowszu zawsze było dominującą dziedziną działalności gospodarczej mieszkańców. Obecnie (2022 r.) użytki rolne stanowią 70% powierzchni województwa, co stanowi 13% ogółu użytków rolnych Polski.

Mazowsze, jeśli nie liczyć kruszywa budowlanego, granitowych głazów narzutowych oraz piasku i gliny, praktycznie nie posiada bogactw mineralnych. Prawie całkowity brak kamienia budowlanego (piaskowiec, wapień itp.) sprawił, że mazowieckie budownictwo było przez wieki prawie wyłącznie drewniane. Budownictwo takie jest z natury rzeczy nietrwałe, toteż budowle zabytkowe, to w zdecydowanej większości budynki sakralne, zamki i w niewielkim stopniu miejskie kamienice, a w zerowym stopniu wiejskie chaty. Warto w tym miejscu zauważyć, że w okresie pierwszej stołeczności Warszawy, tj. do 1795 r., na Krakowskim Przedmieściu, które można określić, jako główną (najważniejszą) ulicę Rzeczypospolitej Obojga Narodów, tylko jeden budynek, a konkretnie kościół Karmelitów, miał elewację kamienną (inne posiadały jedynie wapienny tynk, jeżeli w ogóle).

Funkcjonowanie Mazowsza w strukturze unitarnego państwa polskiego, a szczególnie odrodzenie samorządu terytorialnego (1990), otworzyło przed tą dzielnicą niespotykane wcześniej możliwości, które w ogromnym stopniu zostały wykorzystane. Możliwości rozwoju poszczególnych regionów wzrosły istotnie z dniem 1 stycznia 1999 r., gdy wdrożono drugi etap reformy samorządowej. Zmniejszono wówczas liczbę województw z 49 do 16. Ograniczono rolę wojewodów, czyli władzy centralnej w województwach, na rzecz marszałków województw oraz samorządów wojewódzkich. Struktury te wyposażono we własne fundusze, będące udziałem w podatkach dochodowych od osób fizycznych (PIT) oraz osób prawnych (CIT), a także dotacje i subwencje z budżetu państwa. Po tej reformie, to nie zasoby ziemi, ale „kapitał ludzki”, decydują o zamożności regionów. Mazowsze potwierdza tę tezę.

Na ogólny obraz przemian w Polsce po 1989 r. należy nałożyć zjawisko „globalizacji”, która jest obiektywnym procesem XX i XXI w., ogarniającym wszelkie dziedziny gospodarki, nauki i kultury. Jednym z jej przejawów, jest pojawienie się wielkich metropolii, jako specyficznego zjawiska społecznego, gospodarczego i kulturowego. „We współczesnym świecie metropolie stają się biegunami światowej gospodarki, strategicznymi punktami zarządzania globalnymi kanałami produkcji i dystrybucji” (prof. B. Jałowiecki). Manuel Castells – jeden czołowych teoretyków urbanizacji twierdzi, że los gospodarczy kraju zależy od osiągnięć jego metropolii. Do miana „metropolii”, w wymiarze europejskim, w Polsce aspirować może jedynie Warszawa. Zważywszy, iż liczba Polaków (ok. 37,6 mln w 2022 r.), systematycznie zmniejsza się, wyludniać się będą nie tylko miasta, ale głównie wieś, szczególnie po śmierci pokolenia, które w zamian za emeryturę zdało swoją ziemię na rzecz państwa. Moim zdaniem – proces ten na Mazowszu będzie stosunkowo powolny, co związane jest ze specyfiką tej dzielnicy, a więc bardzo licznej, tzw. szlachty zagrodowej, bardzo przywiązanej do „ojcowizny”. Należy jednak sądzić, że w najbliższych latach proces ten dotknie także Mazowsze, gdzie koncentracja ludności w Warszawie i jej okolicach, spowoduje, tzw. demograficzny lej depresyjny, w znacznej części województwa. Według przewidywań demografów w latach 2012-2035 ludność większości miast Polski zmniejszy się, w tym: Kielc o 21,4%, Bydgoszczy o 21,3%, Łodzi o 19,6%, natomiast Warszawa odnotuje wzrost o ok. 10%.

 

Stawiam hipotezę, że skoro większość stolic europejskich zamieszkała jest przez ok. 10 (i więcej) procent ludności danego państwa, a jednym z wyjątków jest Warszawa (ok. 5%), to nie istnieją logiczne przesłanki, aby nasza stolica nie upodobniła się do innych. Jeśli tak, to powinniśmy się liczyć z miastem około 4-milionowym (warszawscy planiści zakładają, że w 2050 r. w stolicy będzie 2 225 tys. mieszkańców). Uważam, iż taki obrót sprawy jest prawdopodobny, toteż już obecnie powinniśmy zastanowić się (teoretycznie rozpatrzyć taki wariant – mieć plan awaryjny, chociaż nie musi się on spełnić), jak przeciwdziałać niekorzystnym tego skutkom, szczególnie dla Mazowsza.

W obecnym porządku prawnym dochody gmin pochodzą głównie z podatku od dochodów osobistych (PIT). Jeżeli nastąpi zmniejszenie liczby ludności na jakimś obszarze, to spadną tam także dochody gmin, a tym samym świadczenia na rzecz mieszkańców. Pogorszą się warunki życia. Czy mamy pomysł na zatrzymanie (zmniejszenie tempa) odpływu ludności?

W 2022 r. odwiedziłem kilka mazowieckich miejscowości, m.in. Serock, Pułtusk, Maków Maz., Różan, Przasnysz, Wyszogród, Zwoleń, Węgrów oraz Łomżę i Rawę Maz. (poza granicami województwa mazowieckiego). To, co charakterystyczne, dla wymienionych i wielu im podobnych, to tzw. wykluczenie komunikacyjne, nadzwyczaj dotkliwe dla mieszkańców. W Czechach na przełomie XIX i XX w. obowiązywało prawo, że osada może otrzymać miano miasta – po spełnieniu różnych warunków – ale tylko, jeśli ma połączenie kolejowe z innymi miejscowościami.

W latach 50. XX w. często bywałem w niewielkim mieście Głuchołazy na Opolszczyźnie (nieco ponad 10 tys. mk.). Były tam wówczas (nie wiem jak teraz – ale jestem pesymistą) trzy dworce kolejowe (Głuchołazy Główny, Głuchołazy Miasto, Głuchołazy Zdrój). Patrząc z perspektywy państw Unii Europejskiej, a nie carskiego Królestwa Polskiego, wręcz poraża ubóstwo połączeń kolejowych w naszym kraju, a szczególnie na Mazowszu. Moim zdaniem, wysiłek władz państwa oraz samorządu terytorialnego, powinien być w najbliższych latach nakierowany, m.in. na rozbudowę połączeń kolejowych, które są jedynym środkiem komunikacji, zapewniającym (względną) pewność i komfort podróżowania, szczególnie gdyby połączyć ten proces z tworzeniem potężnej bazy źródeł energii odnawialnej, przydatnej także w kolejnictwie. Być może zapewnienie dogodnych połączeń kolejowych ze stolicą oraz ośrodkami regionalnymi, byłoby dla mieszkańców ważnym argumentem na rzecz pozostania.

Uważam, iż o przyszłości Mazowsza, należy myśleć nie w perspektywie najbliższych wyborów parlamentarnych, czy samorządowych, ale w perspektywie co najmniej pokolenia. W przeciwnym razie nasi następcy będą wszelkimi siłami, środkami i sposobami zdążać do metropolii, które dają większe szanse awansu, zapewniają bardziej atrakcyjne życie i większy jego standard. Szwedzi Alexander Bard i Jan Söderqvist zauważyli, że „nie będą miały znaczenia korzystne warunki ekonomiczne: miasta i regiony przegrają, jeśli nie będą w stanie zaproponować wystarczająco ponętnego stylu życia i inspirującego środowiska kulturalnego”. W skali Polski Warszawa ma takie cechy, ale przy otwartych granicach, już się przekonaliśmy, a spotęguje się to w przyszłości, że ludzie obdarzeni talentem i inicjatywą, migrować będą nie do stolicy Polski, ale do światowych ośrodków, cechujących się najwyższą dynamiką gospodarczą i atrakcyjnym środowiskiem kulturalnym. Proces ten już trwa, toteż myśląc o przyszłości Mazowsza i Polski, powinniśmy pogodzić się z rosnącą przewagą Warszawy nad innymi miastami, albowiem jej dalszy rozwój stanowi czynnik rozwoju RP, ale także alternatywę dla chcących wyjechać za granicę. Wszystkich nie powstrzymamy i nie jest to wskazane, ale spróbujmy wykreować naszą stolicę, na jedną z najważniejszych stolic Unii Europejskiej. Mam wątpliwości, czy – trwający w obecnej kadencji – wielki program zawężania ulic i likwidacji miejsc postojowych w stolicy, jest działaniem w tym kierunku? Podobnie, jak tolerowanie od lat istnienia w samym „pępku” Warszawy (skrzyżowanie Al. Jerozolimskich z Marszałkowską), postępującej rujnacji dawnego pawilonu „CEPELII”.

Lech Królikowski

Artykuł ukazał się w 72 numerze (listopad 2022) gazety Samorządność.

Komentarze